Styczeń
31

Czy można wykorzystać fotografię, której autora nie znamy?

31.01.2019 13:34
fot. Addoro/shutterstock.com

Jednym z podstawowych praw każdego twórcy jest prawo do autorstwa. W konsekwencji, osoby korzystające z utworu zobowiązane są do każdorazowego podania imienia i nazwiska jego twórcy. Co jednak w sytuacji, gdy zdjęcie dostępne jest na wyciągnięcie ręki w Internecie, ale jego autor nie jest nam znany? Czy prawo do autorstwa przewiduje jakieś wyjątki? Prawo do […]

Jednym z podstawowych praw każdego twórcy jest prawo do autorstwa. W konsekwencji, osoby korzystające z utworu zobowiązane są do każdorazowego podania imienia i nazwiska jego twórcy. Co jednak w sytuacji, gdy zdjęcie dostępne jest na wyciągnięcie ręki w Internecie, ale jego autor nie jest nam znany? Czy prawo do autorstwa przewiduje jakieś wyjątki?

Prawo do ojcostwa utworu

Autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do autorstwa utworu i do oznaczenia dzieła swoim nazwiskiem. Wymienione uprawnienia określa się czasem jako tzw. prawo do ojcostwa utworu. I tak jak ojcostwa uprawnień tych nie można ani ograniczyć czasowo, ani zbyć, ani nawet się zrzec. Oznacza to, że o ile autor wyraźnie nie zażyczy sobie, aby jego utwór pozostał anonimowy, to każda osoba rozpowszechniająca cudzy utwór powinna podać jego imię, nazwisko, a często również i źródło.

Powyższa zasada ma odniesienie do wszystkich rodzajów utworów, a więc również do utworów fotograficznych. Ze statystyk publikowanych przez redakcję fotoprawo.pl wynika, że wciąż wielu internetowych wydawców nie podpisuje zdjęć wykorzystywanych do ilustrowania publikowanych artykułów. Czasem jednak niełatwo jest ustalić, kto jest autorem zdjęcia znalezionego w Internecie. Czy to zwalnia z obowiązku oznaczenia autora?

Lepiej zrezygnować z publikacji

Jak pokazuje wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi*, w takim wypadku lepiej po prostu zrezygnować z wykorzystania zdjęcia. W stanie faktycznym, który stał się podstawą do wydania przywołanego wyroku, w wydaniu internetowym gazety zamieszczono znalezione w Internecie zdjęcie Ryszarda Kapuścińskiego. Nie minęło wiele czasu, jak odnalazła się autorka zdjęcia i skierowała sprawę na drogę sądową.

Sąd zauważył, że jeśli gazeta nie mogła ustalić, kto jest autorem zdjęcia, powinna raczej zrezygnować z publikacji, a nie zakładać, że ochrona nie przysługuje żadnemu twórcy, ani tym bardziej, że utwór należy do domeny publicznej. Ustalenie autorstwa zdjęcia mogło być trudne, ale nie było niemożliwe, gdyż fotograf zamieściła na swojej stronie internetowej wykonane przez siebie zdjęcia wraz z informacją o przysługujących jej prawach autorskich, a nawet cennik za udzielenie licencji. Zwłaszcza, że pozwana gazeta – jako wydawca – była zawodowo i ustawowo zobowiązana do zachowania szczególnej staranności przy opracowywaniu materiałów prasowych.

Wielokrotne „anonimowe” publikacje w Internecie jako usprawiedliwienie?

W uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił też bardzo istotną w dobie obrazkowego Internetu zasadę. Otóż w ocenie sądu bez znaczenia jest okoliczność, że zdjęcie już krążyło po Internecie, a jego autor nie sprzeciwiał się dotychczasowym publikacjom. Dokonanie naruszenia przez pozwaną gazetę nie może być bowiem usprawiedliwione przez fakt, że wcześniej ktoś inny również naruszył prawa autorskie.

Oznaczenie autorstwa jest więc nie tylko prawem twórcy, ale i każdorazowym obowiązkiem tego, kto chciałby je rozpowszechniać. Jego niedopełnienie może skutkować dotkliwymi karami, o czym przekonała się pozwana gazeta, od której na rzecz autorki zdjęcia zasądzono 4.600 zł z tytułu naruszenia autorskich praw majątkowych, 6.000 zł z tytułu naruszenia autorskich praw osobistych, a ponadto odsetki i zwrot kosztów postępowania.

Odszkodowanie i zadośćuczynienie za naruszenie praw autorskich

Po pierwsze, w razie wykorzystania zdjęcia bez zgody i oznaczenia jego autora, dochodzi do naruszenia autorskich praw majątkowych. Twórcy przysługuje bowiem wyłączne prawo do korzystania z utworu, rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu przez inne osoby. W razie naruszenia tego prawa, dysponujący majątkowymi prawami autorskimi może dochodzić naprawienia wyrządzonej szkody albo poprzez zapłatę kwoty stanowiącej równowartość poniesionej szkody, albo poprzez zapłatę zryczałtowanej sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności  stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu. Innymi słowy, autor zdjęcia może dochodzić zapłaty stawki według stosowanego przez siebie cennika – w podwójnej wysokości.

Po drugie, za zawinione naruszenie osobistej więzi autora z utworem (autorskich praw osobistych), autor może dochodzić zadośćuczynienia. Jego wysokość nie jest ściśle określona przepisami prawa. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi jedynie, że z tytułu zadośćuczynienia autor może żądać zapłaty „odpowiedniej” sumy pieniężnej. Uważa się, że wysokość zadośćuczynienia powinna być adekwatna do stopnia zawinienia oraz stopnia naruszenia. Co istotne, inaczej niż w przypadku odszkodowania, dochodzenie zadośćuczynienia możliwe jest jedynie w przypadku zawinionego naruszenia praw autorskich.

Nie są to jedyne roszczenia, jakie przysługują fotografowi w razie publikacji jego zdjęcia bez zgody i oznaczenia autorstwa. Autor może dodatkowo zażądać opublikowania przeprosin o ustalonej przez niego treści, co może być dobrym sposobem na utrwalenie w świadomości odbiorców prawa do ojcostwa własnego utworu.

Choć omawiany wyrok dotyczy podmiotu profesjonalnego i komercyjnego wykorzystania cudzej fotografii w celu uatrakcyjnienia materiału prasowego, to powinien on stanowić przestrogę dla każdego, kto chciałby „pożyczyć” czyjeś zdjęcie. Przykładowo, internauta, który chcąc pochwalić się na swoim profilu w mediach społecznościowych planowanymi wakacjami, zamieści znalezione w sieci zdjęcie z pięknym ujęciem plaży o zachodzie słońca, bez oznaczenia jego autorstwa, naruszy te same prawa co wspomniana wyżej gazeta. Przeciętny internauta mógłby zapewne liczyć na zobowiązanie go do zapłaty mniejszych kwot niż w omawianej sprawie, ale przecież nie warto sprawdzać tego na własnej skórze.

 

* Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi, I Wydział Cywilny, z dnia 5 stycznia 2017 r., sygn. akt I ACa 830/16.

Magdalena Stasiak
prawnik, ekspert portalu Fotoprawo.pl
kontakt: magdalena_stasiak@outlook.com

Dodaj komentarz