Sierpień
30

Dwaj autorzy, jedna fotografia, czyli kilka słów o utworze współautorskim

30.08.2017 17:32
fot. golubovystock/shutterstock.com

Dzieła wybitne często wymagają do swojego powstania pracy wielu osób. W takiej burzy mózgów nie zawsze jednak pamięta się o ścisłym określeniu podziału obowiązków czy sposobu późniejszych rozliczeń. Czy da się więc następczo ustalić, kto i w jakim stopniu przyczynił się do stworzenia nowego dzieła oraz komu przysługują do niego prawa? Odpowiedzi na to pytanie […]

Dzieła wybitne często wymagają do swojego powstania pracy wielu osób. W takiej burzy mózgów nie zawsze jednak pamięta się o ścisłym określeniu podziału obowiązków czy sposobu późniejszych rozliczeń. Czy da się więc następczo ustalić, kto i w jakim stopniu przyczynił się do stworzenia nowego dzieła oraz komu przysługują do niego prawa? Odpowiedzi na to pytanie udziela na szczęście ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Wiadomo nie od dziś, że sukces ma wielu ojców i tylko klęska jest sierotą. Powiedzenie to doskonale oddaje problem tak zwanych utworów współautorskich. W omawianym przypadku nie chodzi jednak o sytuację, w której kilka osób niezależnie od siebie uważa się za wyłącznych autorów tego samego dzieła. Krótko mówiąc, utwór współautorski jest bowiem rezultatem świadomego współdziałania kilku osób w celu stworzenia jednego, wspólnego dzieła, i to właśnie tej problematyki będzie dotyczył niniejszy artykuł.

Zaczynając od zilustrowania, czym jest utwór współautorski, wyobraźmy sobie, że w studio fotograficznym powstaje sesja zdjęciowa według wspólnego pomysłu i planu jego pracowników. Jeden z nich odpowiedzialny był za bajkowe oświetlenie, drugi za wykonanie oryginalnych dekoracji, a trzeci zajął się ustawieniami aparatu i naciskał spust migawki. Zdjęcie, które powstało na skutek ich zaplanowanych działań jest właśnie utworem współautorskim.

Co istotne, w zaprezentowanym wyżej przykładzie każdy ze współautorów miał swój własny twórczy wkład we wspólne dzieło. Innymi słowy chodzi o to, aby każdy z nich stworzył coś, co może być przedmiotem ochrony prawnoautorskiej, czyli utworem. Oznacza to, że wkład poszczególnych współautorów musi odznaczać się oryginalnością i indywidualnością. Tylko w takiej sytuacji pracownicy studia fotograficznego z powyższego przykładu będą mogli pochwalić się, że są współautorami. Czym jest cecha „twórczości” w dziedzinie fotografii wyjaśnił Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 5 lipca 2002 r. (sygn. akt III CKN 1096/00). Sąd wskazał, że za „twórczość” można uznać świadomy wybór momentu fotografowania, punktu widzenia, kompozycji obrazu (kadrowania), oświetlenia, ustalenia głębi, ostrości i perspektywy, zastosowania efektów specjalnych oraz zabiegi zmierzające do nadania fotografii określonego charakteru, ponieważ właśnie te elementy nadają fotografii indywidualne piętno, konieczne dla uznania istnienia utworu w rozumieniu prawa autorskiego.

Cech twórczych nie będzie miał zatem taki wkład w powstanie utworu, który ma jedynie charakter techniczny. Choć bez wątpienia pomoc techniczna jest niezbędna do powstania końcowego dzieła, to jednak nie można o niej powiedzieć, że jest oryginalna i indywidualna. Dlatego też jeśli naszym fotografom z przytoczonego przykładu pomagała czwarta osoba, która zawiesiła przygotowane przez dekoratora tło, czy nawet kierując się swoją szeroką wiedzą specjalistyczną zakupiła i rozstawiła zaawansowany model statywu, to niestety nie stała się przez to współautorem wykonanego zdjęcia. Tak samo będzie oczywiście w przypadku osób odpowiedzialnych za dostawę niezbędnych w studio materiałów.

Natomiast nie jest już takie oczywiste, że za współautora nie może uważać się pomysłodawca. Wszystko dlatego, że prawo autorskie nie chroni pomysłów czy idei. Aby uzyskać ochronę prawnoautorską należy więc swój pomysł ustalić, w jakikolwiek sposób, nawet jeszcze niedokończony. Posługując się wciąż tym samym przykładem współpracy w studio fotograficznym, załóżmy, że inspiracją do tej sesji był pomysł kolegi po fachu jednego z fotografów, który kilka dni wcześniej w rozmowie zwierzył się ze swoich planów na najbliższe miesiące. Jeśli kolega-fotograf nie ustalił swojego pomysłu poprzez choćby wstępne aranżacje czy rysunki, to niestety nie będzie on miał żadnych praw do zdjęcia powstałego z jego pomysłu.

W tym miejscu można przytoczyć z życia wziętą historię artysty-plastyka, który we współpracy ze studiem fotograficznym chciał wykonać sesję zdjęciową jego prac. Sam artysta opracował koncepcję sesji, jej miejsce oraz eksponaty. Co więcej, zdecydował on również o parametrach zdjęć, wybierając oświetlenie, nasycenie czy kadrowanie, a nawet o tym, w którym momencie pracownicy studia powinni nacisnąć spust migawki. Kiedy było już po wszystkim, pracownicy studia nie byli zachwyceni faktem, że zostali wskazani jedynie jako techniczni wykonawcy zdjęć i pozwali artystę o zaniechanie naruszeń ich autorskich praw osobistych. Sprawa ta trafiła aż do Sądu Najwyższego, który jednoznacznie ocenił, że powodowie wykonywali jedynie obsługę sprzętu technicznego oraz, ściśle według wskazówek powoda, wykonywali samą czynność fotografowania. I choć czynili to bez wątpienia według swoich najlepszych umiejętności i wiedzy, to jednak w ocenie SN ich praca nie współdecydowała o ostatecznym kształcie dzieła, a czynności, które przy jego powstawaniu wykonywali, mógł wykonać ktoś inny z takim samym skutkiem dla efektu końcowego.

Jeśli już ustaliliśmy, kto może nazywać siebie współautorem fotografii, przyjrzyjmy się, jakie prawa przysługują z tego tytułu. Po pierwsze, choć kwestia ta nie jest wolna od kontrowersji, to przyjmuje się, że każdy współtwórca zachowuje swoje własne autorskie prawa osobiste. Jednak prawa majątkowe do powstałego utworu przysługują już wszystkim wspólnie. Co więcej, zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych, domniemywa się, że udziały poszczególnych autorów są równe. Oznacza to, że o ile w umowie nie ustalono inaczej, to w naszym pierwszym przykładzie każdy z trzech pracowników studia fotograficznego będzie miał 1/3 udziałów. Jeśli jednak rzeczywisty wkład każdego z fotografów byłby inny, to mają oni jeszcze jedną – poza uregulowaniem tej kwestii w umowie – możliwość. Otóż mogą zażądać określenia wielkości przysługujących im udziałów przez sąd, wykazując swój własny wkład twórczy w efekt końcowy.

Śmiało można powiedzieć, że dokładne ustalenie wielkości udziałów poszczególnych współtwórców jest kwestią najważniejszą przy wspólnym wykonywaniu pracy twórczej. Jest tak dlatego, że wielkość udziałów warunkuje również zakres uprawnień. Bo choć każdy ze współtwórców może dochodzić od osób trzecich roszczeń z tytułu naruszenia prawa autorskiego do całości utworu, to jednak później musi on podzielić się z pozostałymi współtwórcami i to właśnie stosownie do wielkości udziałów. Gdyby więc zdjęcie z naszego przykładu zostało następnie bezprawnie wykorzystane na okładce przez jakieś wydawnictwo, to wystarczyłoby, żeby na przykład to „dekorator” wystąpił na drogę sądową. Uzyskanym w ten sposób świadczeniem musiałby następnie podzielić się – stosownie do udziałów – z pozostałymi dwoma pracownikami studia.

Wielkość udziałów nie zawsze ma znaczenie. Do wykonywania prawa autorskiego do całości utworu potrzebna jest bowiem zgoda wszystkich współtwórców, a głos każdego z nich ma taką samą wartość. W praktyce oznacza to, że podjęcie decyzji np. o udzieleniu licencji na wspólne dzieło, może zostać skuteczne zablokowane przez tego ze współautorów, który najmniej przyczynił się do jego powstania. Na szczęście ustawodawca przewidział taką sytuację i dał możliwość, aby każdy ze współtwórców miał prawo zwrócić się w tej sprawie do sądu. Wówczas to sąd, uwzględniając interesy wszystkich współtwórców, rozstrzygnie o sposobie wykonywania praw autorskich – na przykład o tym, czy w interesie współtwórców będzie udzielenie licencji, czy nie.

Jak jednak powszechnie wiadomo, postępowanie przed sądem nie należy do najszybszych sposobów rozwiązywania problemów. Dodatkowo, w wielu przypadkach może być trudno udowodnić, co leży w interesie współtwórców, czy w jakim zakresie przyczynili się oni do powstania dzieła. Dlatego warto jeszcze przed przystąpieniem do wspólnej pracy zatroszczyć się o to, aby sporządzić umowę, w której uregulowany zostanie podział obowiązków, wielkość udziałów oraz „dalsze losy” utworu.

Dodaj komentarz