Grudzień
12

Ukradli zdjęcie chorego chłopca, by zbudować „farmę lajków”

12.12.2016 14:21
fot. Maciej Kulczyñski /PAP

W ostatnich dniach w mediach zawrzało po tym, jak oszuści użyli zdjęcie chorego Dawida do zbierania lajków na portalach społecznościowych. Nie jest to jednak pierwszy przypadek, gdy dla wyłudzenia danych osobowych lub pieniędzy wykorzystuje się współczucie, ale i nieostrożność internautów. Fotografia przedstawiająca jednego z podopiecznych fundacji „Dom w Łodzi” wraz z wymyśloną historią Jasia, chorego […]

W ostatnich dniach w mediach zawrzało po tym, jak oszuści użyli zdjęcie chorego Dawida do zbierania lajków na portalach społecznościowych. Nie jest to jednak pierwszy przypadek, gdy dla wyłudzenia danych osobowych lub pieniędzy wykorzystuje się współczucie, ale i nieostrożność internautów.

Fotografia przedstawiająca jednego z podopiecznych fundacji „Dom w Łodzi” wraz z wymyśloną historią Jasia, chorego na ciężką wadę mózgu i wymagającego natychmiastowej operacji, została rozpowszechniona przede wszystkim na Facebooku. Wszystko dzięki internetowemu łańcuszkowi, jaki powstaje na skutek udostępniania wpisu przez kolejne osoby. Do działania zachęcał napis, jakim opatrzono zdjęcie, informujący, że jedno udostępnienie pozwala uzyskać 1 zł na leczenie chłopca. W efekcie, w krótkim czasie fotografię udostępniło 80 tysięcy internautów. Jak się jednak wkrótce okazało, na zdjęciach był nie Jaś, a inne dziecko, które nie miało z tą akcją nic wspólnego.

Ta historia nie jest odosobniona. Niestety, często dochodzi do tego, że oszuści wykorzystują wizerunki nieświadomych procederu chorych dzieci, by gromadzić dane osobowe internautów. Oczywiście, takie akcje w żaden sposób nie pomagają dzieciom, a jedynie tym, którzy później mogą za kilkaset albo kilka tysięcy złotych sprzedać gotowe, „polubione” posty lub zebrane dane osobowe.

Taki proceder jest możliwy między innymi dzięki temu, że wciąż niedostatecznie dbamy o swoje bezpieczeństwo w sieci. Polajkować czy udostępnić zdjęcie jest bardzo łatwo, a wszystko trwa zaledwie ułamek sekundy. O wiele więcej wysiłku wymaga zweryfikowanie prawdziwości danych, jakie otrzymujemy, czy uczciwości osoby stojącej za tymi danymi. Niekiedy wynika to z lenistwa czy braku czasu, a niekiedy z nieświadomości zagrożenia, ale skutek jest ten sam: umożliwienie dokonywania oszustw w Internecie.

Tymczasem – pomijając w tym miejscu oczywistą uwagę o wyjątkowej perfidii tego przypadku – nie ulega wątpliwości, że twórcy historii o chorym Jasiu naruszyli szereg przepisów i powinni ponieść odpowiedzialność cywilną, ale i karną.

I tak, przez wykorzystanie zdjęcia chłopca bez zgody jego opiekunów prawnych, doszło do bezprawnego rozpowszechniania cudzego wizerunku. Takie działanie narusza dobro osobiste osoby przedstawionej na fotografii i pozwala na wysuwanie roszczeń o zaniechanie czy usunięcie skutków naruszenia poprzez np. publikację przeprosin. Co więcej, umożliwia żądanie zadośćuczynienia, które w założeniu ma zrekompensować uczucie przykrości wywołane naruszeniem dobra osobistego. Mając więc na względzie okoliczności omawianego przypadku, chyba możemy spodziewać się, że sąd orzeknie wyjątkowo wysokie zadośćuczynienie. Ponadto, rozpowszechnianie zdjęć bez zgody autora i bez oznaczenia jego autorstwa pociąga za sobą odpowiedzialność karną, a w tym grzywnę, karę ograniczenia albo nawet pozbawienia wolności. Natomiast w sytuacjach, gdy kierując się współczuciem, przekażemy choćby złotówkę na wskazany w internetowym wpisie numer rachunku bankowego, dochodzi do przestępstwa oszustwa, za które grozi nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Dzięki sankcjonowaniu takiego procederu ustawą karną, wszystkie przypadki internetowego oszustwa możemy zgłosić na policję. Wystarczy krótka wizyta na najbliższym komisariacie, aby złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Oczywiście, zawsze lepiej jest jednak zapobiegać, niż leczyć. Ponieważ mnóstwo oszustów wykorzystuje ludzkie współczucie, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji założyło stronę zbiorki.gov.pl, na której każdy może sprawdzić, czy dana fundacja istnieje i prowadzi akcję charytatywną.

Dlatego jeśli naprawdę chcemy komuś pomóc, poświećmy jedną chwilę na weryfikację danych, żeby nasza pomoc faktycznie dotarła do potrzebujących.

(na podstawie: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/oszustwo-na-chore-dziecko-na-facebooku,693432.html)
Magdalena Stasiak
Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Dodaj komentarz


+ 9 = 14