Grudzień
07

Fotografowanie znaków towarowych – sztuka złotego środka?

07.12.2016 13:35
fot. Adam Ciereszko / PAP

Zwłaszcza w centrach dużych miast, otoczenie jest aż naszpikowane szyldami reklamowymi, nazwami firm i logami. Większość z nich chroniona jest prawem autorskim, ale części dodatkowo przysługuje ochrona przewidziana dla znaków towarowych. Jak w takich przestrzeniach powinien zachować się fotograf? Robiąc zdjęcie, szczególnie krajobrazu miejskiego, trudno nie uchwycić w kadrze jakiejś reklamy – czy to w […]

Zwłaszcza w centrach dużych miast, otoczenie jest aż naszpikowane szyldami reklamowymi, nazwami firm i logami. Większość z nich chroniona jest prawem autorskim, ale części dodatkowo przysługuje ochrona przewidziana dla znaków towarowych. Jak w takich przestrzeniach powinien zachować się fotograf?

Robiąc zdjęcie, szczególnie krajobrazu miejskiego, trudno nie uchwycić w kadrze jakiejś reklamy – czy to w postaci szyldu nad sklepem w oddali, oznaczenia marki przejeżdżającego samochodu czy etykiety na porzuconej na chodniku butelce po napoju. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że w takiej sytuacji fotograf może naruszyć nawet trzy ustawy.

Przede wszystkim, w myśl ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia, jest przez tę ustawę chroniony jako utwór. Oglądane przez nas na co dzień loga najczęściej stanowią właśnie takie utwory. W konsekwencji, jedynie autor logo może z niego korzystać, rozpowszechniać je i na nim zarabiać. O ile więc nikt nie może zabronić nam zrobić sobie zdjęcia przed supermarketem o fantazyjnym szyldzie, o tyle w sytuacji, gdy udostępnimy je np. w Internecie, co do zasady moglibyśmy spodziewać się roszczeń ze strony autora szyldu. Jak to jednak często z zasadami bywa, istnieją od nich pewne wyjątki, o czym będzie jeszcze mowa poniżej.

Niestety, w takiej sytuacji prawo autorskie to nie jedyny problem fotografa. Zgodnie z ustawą Prawo własności przemysłowej, każde oznaczenie, które można przedstawić w sposób graficzny, jeżeli oznaczenie takie nadaje się do odróżnienia towarów jednego przedsiębiorstwa od towarów innego przedsiębiorstwa, może być znakiem towarowym. W przeciwieństwie jednak od ochrony prawnoautorskiej, ochrona znaków towarowych uzależniona jest od ich rejestracji w Urzędzie Patentowym RP. Nie wszystkie utwory są więc jednocześnie znakami towarowymi, ale ponieważ nowe znaki rejestrowane są niemal codziennie, dlatego istnieje duża szansa, że robiąc zdjęcie, uwiecznimy jeden z nich. A w takim wypadku można mówić o naruszeniu wyłącznego prawa używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze, na którym jest on zarejestrowany.

To jednak nie koniec, bo zgodnie z ustawą o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, czynem nieuczciwej konkurencji jest w szczególności wprowadzające w błąd oznaczenie przedsiębiorstwa, towarów lub usług. Gdyby więc ktoś próbował rozreklamować swoją działalność dealera samochodowego, poprzez zamieszczenie zdjęć najbardziej znanych i luksusowych samochodów, mimo że faktycznie nie dysponuje on takimi modelami, należałoby uznać, że korzystając z cudzej renomy, wprowadza klientów w błąd. Zależnie więc od tego, w jaki sposób użyjemy zdjęcia po jego wykonaniu, może dojść nawet do popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji.

I na koniec najgorsza wiadomość – ochrona w analizowanej sytuacji jest kumulatywna. Z czym się to wiąże? Otóż jeśli utwór został zarejestrowany jako znak towarowy, możliwe jest naruszenie i prawa autorskiego, i prawa własności przemysłowej, a na dokładkę jeszcze popełnienie czynu nieuczciwej konkurencji, zaś osoba uprawniona może dochodzić swoich praw ze wszystkich wskazanych tytułów.
Na szczęście, jak już wspomniano, od zasad zwykle przewidziane są wyjątki, a tam gdzie ich nie ma, mogą znaleźć się sposoby, żeby zasad nie naruszyć.

Najłatwiej sprawa przedstawia się w odniesieniu do prawa autorskiego. Przepisy ustawy przewidują szereg wyjątków, określających zakres dozwolonego użytku chronionych utworów. Pierwszym z tych, które mogłyby wchodzić w grę w analizowanej sytuacji, jest tzw. prawo cytatu. Pozwala ono na przytaczanie w utworach stanowiących samoistną całość urywki już rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa. Wyjątek ten uzależniony jest jednak od spełnienia dwóch warunków – po pierwsze, wykorzystywany utwór musi znaleźć się z innym utworze, stanowiącym samoistną całość, a po drugie, zabieg ten powinien być usprawiedliwiony celami cytatu. Jeśli więc na stronie internetowej zamieścimy jako jej tło zdjęcie tabliczki czekolady ze żłobieniami pełnego zawijasów loga producenta, bo dobrze nam się komponuje z wpisami na naszym blogu lifestylowym, to trudno uznać to za usprawiedliwione prawem cytatu. Natomiast gdybyśmy chcieli wydać książkę na temat tej właśnie czekolady, wyjaśniając proces jej produkcji i poddając krytyce jej walory smakowe czy wpływ na zdrowie, to raczej zmieścimy się w dozwolonym użytku utworu w postaci loga producenta czekolady.

Drugi z wyjątków pozwalających na rozpowszechnianie utworów, a mogących mieć zastosowanie w analizowanej sytuacji, został dodany do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych w 2015 roku. Stanowi on, że wolno w sposób niezamierzony włączyć utwór do innego utworu, o ile włączony utwór nie ma znaczenia dla utworu, do którego został włączony. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak masło maślane, a jednak ma olbrzymi wymiar praktyczny. Innymi słowy pozwala bowiem na to, aby ująć w kadrze fotografii cudze utwory. Dzięki temu, wyjątek ten zwalnia fotografów z nerwowego przeszukiwania wykonanego zdjęcia pod kątem ewentualnych przedmiotów prawa autorskiego. Jest tylko jeden warunek – włączenie cudzego utworu do zdjęcia nie może być celowe, co oznacza, że na zdjęciu mogą się znaleźć jedynie przypadkowe, nie podnoszące jego walorów obiekty. Jeśli więc, przykładowo, zrobiliśmy zdjęcie interesującego muralu, ale obok budynku akurat przejeżdżały samochody o widocznych oznaczeniach producentów, to raczej możemy uznać, że oznaczenia te nie mają żadnego wpływu na wartość wykonanej fotografii.

Powyższa sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana w kontekście naruszenia praw wynikających z rejestracji znaku towarowego. Przeglądając regulaminy baz zdjęć stockowych, można natknąć się na zakaz zamieszczania fotografii, na których widoczne są znaki towarowe oraz na obowiązek oczyszczenia zdjęć z takich oznaczeń – lepiej przecież chuchać na zimne. Czy jednak na pewno aż tak rygorystyczne obostrzenia są uzasadnione?

Zacznijmy od tego, że w ustawie Prawo własności przemysłowej nie istnieje żaden przepis, który wprost odnosiłby się do problemu rozpowszechniania zdjęć znaków towarowych. Prawo do fotografowania znaków można jednak próbować wyprowadzić z instytucji tzw. wyczerpania prawa ochronnego na znak towarowy. Polega ona na tym, że prawo ochronne nie rozciąga się na działania dotyczące towarów ze znakiem, jeżeli towary te zostały uprzednio wprowadzone do obrotu przez uprawnionego lub za jego zgodą. Zgodnie z tą zasadą, przyjmuje się, że wprowadzając towar po raz pierwszy do obrotu, uprawniony skonsumował już swoje prawo do znaku towarowego. Inaczej mówiąc, jeśli kupiliśmy za duże buty i chcielibyśmy odsprzedać je dalej, możemy zrobić im zdjęcie i zamieścić je np. w serwisie aukcyjnym w celu promocji nabytego przez nas towaru. Powiązując powyższą zasadę z zakazem wprowadzania w błąd zawartym w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, sądy stwierdzają, że dalszy uczestnik obrotu ma prawo do używania znaku w celach reklamowych i informacyjnych, o ile tylko nie prowadzi to do mylącego wrażenia o istnieniu gospodarczych powiązań pomiędzy uprawnionym ze znaku a używającym go w tym celu.
Kolejna zasada, która przemawiałaby za uznaniem, że można fotografować i publikować zdjęcia znaków towarowych, to zasada specjalizacji, w myśl której ochrona znaku towarowego rozciąga się tylko na towary i usługi tej kategorii, na którą zostało udzielone prawo ochronne. Posługując się przykładem, producent pewnych czekolad, który zarejestrował kolor lila, co do zasady uzyskał prawo wyłącznego oznaczania tym kolorem jedynie czekolad, lecz nie ma przeszkód, żeby ktoś zaczął produkować telefony w tym kolorze. Można więc twierdzić, że jeśli więc ktoś uzyskał prawo ochronne na znak towarowy dla oznaczenia pojazdów, to fakt ten nie wpływa w żaden sposób na prawa czy obowiązki fotografa.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o tym, że przepisy prawa własności przemysłowej pozwalają użyć znaku towarowego do opisania produktu lub jego przeznaczenia. Podobnie więc jak w prawie autorskim, również znak towarowy możemy utrwalić na zdjęciu w celu omówienia produktu nim oznaczonego.

W grę wchodzi jednak jeszcze ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, a tu powstaje pytanie, jak uniknąć oskarżenia o wprowadzanie w błąd i „żerowanie” na cudzej renomie? I tu właśnie konieczne jest zachowanie złotego środka. Wskazuje się, że sposób prezentacji znaku powinien być możliwie jak najbardziej neutralny. Po drugie, nie można wywoływać wrażenia, że jesteśmy w jakiś sposób powiązani z podmiotem uprawnionym z tytułu znaku towarowego, np. poprzez rzekome uzyskanie jego rekomendacji. Ponadto, w tym wypadku również wskazuje się na możliwość przypadkowego utrwalania znaku towarowego w tle.

Mimo wszystko, powyższe uwagi pokazują, że przepisy mogące mieć zastosowanie do fotografowania znaków towarowych są dosyć niedookreślone, przez co trudno mieć pewność, jak zostaną one zinterpretowane w konkretnym przypadku. Wydaje się, że na wypadek sporu istnieje kilka dosyć mocnych argumentów, przemawiających za dopuszczeniem rozpowszechniania zdjęć z takimi oznaczeniami. Zgodnie jednak z formułą „lepiej zapobiegać niż leczyć”, w wypadku zagrożenia aż trzema ustawami, na pewno bezpieczniej będzie skorzystać z zasady złotego środka i w sposób wyważony korzystać z cudzych znaków towarowych.

Magdalena Stasiak
Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Dodaj komentarz


5 + 2 =