Wrzesień
30

Zdjęcie ze stocku

30.09.2016 14:52
fot. Grzegorz Jakubowski / PAP

Jeśli w swojej pracy wykorzystujesz fotografie, na pewno nieraz zadawałeś sobie pytanie, skąd je wziąć – i to najlepiej za darmo. Coraz popularniejszym źródłem są banki zdjęć, tzw. stocki. Dlatego warto wiedzieć, jakimi prawami się rządzą. Trudno wyobrazić sobie zawód, który nie wymaga skorzystania z fotografii. Najbardziej oczywiste przykłady to twórcy stron internetowych czy dziennikarze, […]

Jeśli w swojej pracy wykorzystujesz fotografie, na pewno nieraz zadawałeś sobie pytanie, skąd je wziąć – i to najlepiej za darmo. Coraz popularniejszym źródłem są banki zdjęć, tzw. stocki. Dlatego warto wiedzieć, jakimi prawami się rządzą.

Trudno wyobrazić sobie zawód, który nie wymaga skorzystania z fotografii. Najbardziej oczywiste przykłady to twórcy stron internetowych czy dziennikarze, którzy swoje artykuły muszą zilustrować adekwatnym zdjęciem. Ale rosnąca konkurencja sprawia, że coraz bardziej liczy się zaprezentowanie swoich usług czy towarów – tak więc nawet fryzjer czy mechanik potrzebuje zdjęcia, którym się zareklamuje i przyciągnie klientów. W takiej sytuacji rodzi się pytanie: skąd wziąć takie zdjęcie, żeby nie naruszyć praw własności intelektualnej?
Zacząć trzeba od tego, że fotografia (o ile jest utworem w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, tj. jeśli ma charakter twórczy i indywidualny) jest chroniona przez prawo. Oznacza to, że tylko jej twórca ma prawo do osobistych i majątkowych praw autorskich do danego zdjęcia. Na prawa osobiste składa się w szczególności prawo do oznaczenia utworu swoim nazwiskiem czy prawo do integralności utworu. Z kolei prawa majątkowe to przede wszystkim wyłączne prawo twórcy do korzystania i rozporządzania utworem oraz do wynagrodzenia za korzystanie z niego.

Mając w pamięci te uwagi, wyobraźmy sobie, że pewien bloger chciałby zilustrować swój najnowszy wpis zdjęciem zachodu słońca znalezionym za pomocą wyszukiwarki internetowej. Kopiując i wklejając takie zdjęcie na swoją stronę internetową, naruszyłby więc autorskie prawa osobiste – np. poprzez niepodpisanie zdjęcia nazwiskiem fotografa, jak również autorskie prawa majątkowe – poprzez korzystanie z utworu bez zgody jego twórcy. Co powinien zrobić taki bloger, aby nie naruszyć niczyich praw?
Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu, jego zadanie byłoby bardzo utrudnione. Obecnie wystarczy skorzystać z internetowego banku zdjęć, czyli z tak zwanego stocka. Serwisów takich jest wiele, podobnie jak wiele jest zasad korzystania z nich. Oferowane są zdjęcia płatne, darmowe, na licencji standardowej, rozszerzonej czy też tzw. licencji royalty free – możliwości oraz używanych nazw jest dużo. To, co można zrobić ze zdjęciami, zależy od regulaminu danego serwisu, dlatego też niemożliwe jest dokładne omówienie ich wszystkich. Można jednak wskazać, na co warto zwrócić uwagę.

Licencje odpłatne zwykle polegają na uiszczeniu jednorazowej opłaty, często uzależnionej od jakości zdjęcia oraz jego przeznaczenia. Opłata będzie wyższa, jeśli chcemy jej użyć w celach komercyjnych. Przykładem licencji odpłatnej jest tzw. licencja royalty free (RF), czyli wolna od tantiem. Jej zakup powoduje nabycie prawa do nieograniczonego czasowo i terytorialnie wykorzystywania zdjęcia na różnych obszarach eksploatacji, bez konieczności wnoszenia kolejnych opłat.

Jednak myli się ten, kto myśli, że po dokonaniu opłaty, może w nieograniczony sposób korzystać z zakupionego zdjęcia. Niestety, częstym postanowieniem w stockowych regulaminach jest ograniczenie możliwości korzystania z zakupu do jednorazowego użycia, np. na potrzeby tylko jednego klienta. W takiej sytuacji nie możemy zapisać zdjęcia na twardym dysku i za każdym razem, gdy zajdzie taka potrzeba, kopiować go do kolejnego projektu. Podobnie, jeśli stworzymy folder na zamówienie klienta, który następnie będzie go odsprzedawać, taka licencja to za mało. A większe możliwości zwykle łączą się, niestety, z większymi kosztami.
Dlatego zanim utkniemy na czytaniu napisanego drobnym druczkiem regulaminu odpłatnych stocków, warto wiedzieć, że istnieją sposoby na darmowe wykorzystanie cudzych zdjęć w sposób zgodny z prawem.

Pierwszym z nich jest wykorzystanie zdjęć na zasadzie licencji Creative Commons (CC). Są to tak zwane licencje otwarte, które mogą pozwolić na wielokrotne korzystanie z utworu, także komercyjne, a nawet na modyfikowanie go – a to wszystko nieodpłatnie, zgodnie z ideą zapewnienia jak najszerszego dostępu do kultury.

Jednak korzystając z takich utworów również należy przestrzegać pewnych zasad, różnych dla poszczególnych typów licencji Creative Commons. Wyróżnia się cztery podstawowe rodzaje: uznanie autorstwa (CC-BY), użycie niekomercyjne (CC-BY-NC), użycie bez modyfikowania (CC-BY-ND) oraz użycie utworów zmodyfikowanych na tych samych warunkach co utworu pierwotnego (CC-BY-SA). Niezależnie od tego, z jakim typem licencji mamy do czynienia (tego dowiedzieć się można zazwyczaj z wiadomości pod zdjęciem), zawsze należy podać informację o autorze utworu.

Drugi sposób na legalne, darmowe zdjęcia to wykorzystanie utworów, które przeszły do tzw. domeny publicznej. Termin ten oznacza zbiór dzieł, które z różnych przyczyn przestały być chronione przez prawo autorskie. Najczęściej dzieje się tak z powodu wygaśnięcia autorskich praw majątkowych wskutek upływu określonego czasu od śmierci twórcy utworu. Od tego momentu takie dzieło może być wykorzystywane przez każdego w niczym nieograniczony sposób.
Jak widać, źródeł zdjęć, z których można korzystać w sposób zgodny z prawem, jest naprawdę wiele – dzięki rozwojowi Internetu. Mimo wszystko trzeba zachować czujność, ponieważ regulaminy tak zwanych stocków nierzadko upstrzone są ograniczeniami. Dlatego najpewniejszym (i z pewnością najtańszym, bo darmowym) sposobem na użycie z czyichś fotografii jest wykorzystanie wolnych zasobów Creative Commons albo zdjęć, które przeszły do domeny publicznej.

Magdalena Stasiak, Bartosz Witkowski

Dodaj komentarz


3 + 3 =